12.09.2000 GW - Gazeta Stołeczna

"W imię Tomka" - Pikieta na Pl. Kraśińskich

"Prawo to dziwka, która służy bogatym politykom - transparenty m.in. tej treści nieśli anarchiści manifestujący przed gmachem Sądu Najwyższego. Punktualnie o godz. 15.00 pod główną bramą Sądu Najwyższego stanęli "przyjaciele Tomka" - jak o sobie mówią. Kilku w garniturach, reszta w wyświechtanych spodniach, kilku z pióropuszami kolorowych włosów na głowie. Przyjechali do stolicy z całej Polski. Zebrali sie jesienią 1996 roku, kiedy dowiedzieli się o tragedii w Radomsku. Większość z nich należy do anarchistycznej organizacji Czarny Krzyż.
-Uwolnić Tomka!-krzyczeli. Tomasz Wilkoszewski w imieniu którego pikietowali siedzi w więzieniu w Sieradzu. Wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Piotrkowie Trybunalskim został skazany na 15 lat za zabójstwo Daniela S. (prokurator żądał dla oskarżonego 25 lat).
Tragedia wydarzyła sie 16 marca 1996 r., kiedy 17-osobowa grupa punków, w tym Tomasz Wilkoszewski, zebrała się na dwoecu w Radomsku. Uzbrojeni w kije bejsbolowe, metalowe pałki i łańcuchy (Tomasz miał nóż myśliwski) ruszyli w kierunku osiedla Starowiejska, gdzie spotykali się szalikowcy - czyli pseudokibice, jednocześnie zwolennicy ruchu Narodowego Odrodzenia Polski, popularnie zwani skinheadami. Grupy starły się przed klubem Karo. Rozgromieni szalikowcy rozpierzchli się po okolicznych blokach. 11 punków wpadło na klatkę wieżowca przy ul. Tysiąclecia. Skinhead Daniel S. otrzymał kilka ciosów nożem. Wykrwawił się przed przyjazdem karetki.
-W procesie popełniono wiele uchybień - tłumaczy Piotr Rachwalski, szef manifestacji, przedstawiciel Organizacji Pomocy Więźniom i Osobom Represjonowanym.-Sąd oparł się na poszlakach. Nie przeprowadzono żadnych ekspertyz noża, by udowodnić, że trzymał go Tomasz [drugi nóż policjanci znaleźli na miejscu bójki - red.]. Zdaniem "przyjaciół Tomka" sąd nie wziął też pod uwagę, że przez kilka tygodni przed zabójstwem członkowie radomskiej subkultury punków byli prześladowani przez szalikowców. Skini napadali na nich uzbrojeni w skalpele i pałki. - Tomasz nie jest bandytą. To spokojny chłopak ze wsi. Wcześniej nie karany. W więzieniu zachowuje się wzorowo. Zdał maturę, chciałby studiować - opisuje skazanego Piotr Rachwalski.
27 września przed Sądem Najwyższym odbędzie się rozprawa kasacyjna, która zadecyduje o dalszym losie Tomasza Wilkoszewskiego. Demonstranci złożyli w biurze podawczym pismo do prezesa sądu z prośbą o "pozytywne rozpatrzenie kasacji". Podanie poparto listą z ponad 2 tyś. podpisów. - Czy kara ma być zemstą, czy ma wychowywać? - pytał szef demonstrantów."
(GW stołeczna- 12.09.00)